Gmina Liw

Liw to gmina okalająca swym terenem samodzielne administracyjnie miasto Węgrów – tam też jest jej siedziba, tam szkoła gminna. Takie rozwiązanie nawiązuje w jakiś sposób hierarchicznie do historycznej, ukształtowanej w średniowieczu wagi ziemi liwskiej. W wiekach XI-XII chcąc ochronić Mazowsze przed najazdami Jaćwingów wzdłuż Liwca zaczęły powstawać grody obronne – m.in. Liw i Grodzisk. Z czasem przekształciły się w organizmy miejskie, w przypadku Liwa nastąpiło to w XV w. W wyniku rozmaitych tarć między piastowskim Mazowszem jako księstwem a Koroną i Litwą rozmaicie kształtowały się podziały administracyjne dotyczące ziemi liwskiej.

 

 

Od wieku XVII miasto zaczynają z zadziwiającą siłą nawiedzać rozmaite klęski, upokorzenia i przykre w skutkach doświadczenia. W latach 1631 i 1652 wybuchła w mieście druzgocąca zaraza, lecz faktycznego wstrząsu doznał Liw w czasie potopu szwedzkiego. W 1657 r. został niemal doszczętnie spalony przez wojska księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Niespełna pół wieku później, w latach 1700 i 1703 r. podpaleń dokonywali Szwedzi, którzy również zburzyli zamek i większość zabudowy. Około roku 1762 r. miały natomiast miejsce nieporozumienia, później przerodzone w poważny zatarg między władzami miejskimi a kościołem o dziesięcinę. W ich wyniku Liw został oficjalnie ekskomunikowany. Ale już w latach 1784-1791, proboszczem tutejszej parafii był znakomity poeta oświeceniowy, późniejszy prymas – ks. Jan Paweł Woronicz.
Po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej, w 1795 r. miasto znalazło się na terenie zaboru austriackiego i po raz kolejny zostało dotkliwie ograbione. Przestała wtedy istnieć ziemia liwska, a dawna świetność miasta została drastycznie zdegradowana do roli małego prowincjonalnego miasteczka. Ostatecznym ciosem było odebranie mu w 1866 r. praw miejskim. Zarządzono to carskim ukazem, który miał być formą kary za udział mieszkańców w powstaniu styczniowym. 
Jednak znajdujący się tam zamek wciąż przyciągał i przyciąga turystów żądnych doświadczyć chłodu murów, z których wydzierają się jeszcze echa średniowiecznej dostojności i bogactwa kulturalnego. Ten element dziedzictwa nie został zaprzepaszczony.
 
Zamek. Budowa tej obronnej fortyfikacji mazowieckiej trwała ponad sto lat, od schyłku wieku XIV do początku XVI. Jej początek wiązany jest z akcją budowlaną podjętą przez księcia Janusza I, który „naśladował w swoich poczynaniach króla Kazimierza Wielkiego, na którego krakowskim dworze spędził młodzieńcze lata”. Pierwsza wiarygodna wzmianka o istnieniu zamku pochodzi z 1355 r., kiedy to historyk średniowieczny Jan Długosz zaliczył go do najprzedniejszych obiektów obronnych Mazowsza. Budowniczym zamku był Niklos prawdopodobnie związany zawodowo z Zakonem Krzyżackim, który prowadził jednocześnie powstawanie zamków w Liwie, Ciechanowie i Czersku. Dzieje zamku były jednak równie burzliwe, jak historia miejscowości.
Brzemienne w skutki były dla niego dwa najazdy szwedzkie w latach 1657 i 1703, kiedy broniący się w nim Polacy ulegli dopiero ostrzałowi artyleryjskiemu. Zniszczenia, wzmożone podłożonym ogniem  i brutalną grabieżą doprowadziły zamek do takiego stanu, że nie widziano już sensu w remontowaniu go. W 1782 r. starosta liwski Tadeusz Grabianka (mistyk, entuzjasta szwedzkiego mistyka oświeceniowego Emanuela Swedenborga, założyciel sekt religijnych w Europie, który obwołał się „królem Nowego Izraela”) zbudował obok ruin murowany, utrzymany w barokowym stylu budynek siedziby starostwa. Projektował go Wacław Podlewski, wzorując się na węgrowskim „domu gdańskim”. 
 
W roku 1963 zostało utworzone Muzeum Zbrojownia na zamku w Liwie, które mieści się – jak wspomniano – w owym barokowym dworku. W jego zbiorach znajduje się bogata kolekcja broni i uzbrojenia poczynając od XV w., a kończąc na czasach II wojny światowej. Tworzą ją działy: zbroje i hełmy, broń biała, broń drzewcowa, broń palna oraz eksponaty artystyczne: malarstwo i grafika, w tym bezcenna galeria portretu sarmackiego, meble i tkaniny. Dzięki aktywnej działalności, którą rozwijał wieloletni dyrektor Muzeum Roman Postek, jest ono miejscem żywym i otwartym. Pod swoimi auspicjami wydaje periodyk naukowy – „Rocznik Liwski”, ukazują się także tomiki poetyckie oraz wydawnictwa popularne. Cyklicznie odbywają się też trzy imprezy imprezy: Ogólnopolski Turniej Rycerski na Zamku w Liwie o „Pierścień Księżnej Anny”, Festyn Archeologiczny oraz – co mniej typowe – „Gryf Party” - doroczny zlot motocyklowy organizowany przez siedlecki klub „Gryf”. W przypadku pierwszej imprezy interesująca jest przywołująca tradycję otoczka: turniej otwierają Sebastian Gajowniczek – Wielki Mistrz Bractwa Rycerskiego Ziemi Mazowieckiej i Podlaskiej oraz Roman Postek, który występuje tu w roli nie dyrektora Muzeum, ale kasztelana tytularnego zamku w Liwie. Odśpiewywana jest także Bogurodzica – hymn rycerstwa polskiego. W ramach Turnieju odbywają się zawody łuczniczo-kusznicze, walki indywidualne, turnieje bardów i minstreli... Najbardziej spektakularnym wydarzeniem jest wielka bitwa.
Warto zwrócić także uwagę na zloty Klubu Motocyklowego „Gryf”. Swymi tradycjami sięga on 1930 r., kiedy to 6 grudnia został powołany do życia. Jego reaktywacja nastąpiła 70 lat później. Od blisko 12 lat, „Gryf” jest aktywny i zauważalny w regionie (swoje oddziały ma także w Garwolinie, Sokołowie Podlaskim i Warszawie). Prowadzi czynną działalność charytatywną wspomagając siedlecki „Dom Małego Dziecka”, organizował rozmaite imprezy pokazowe dla mieszkańców miasta. „Gryf Party” – bo tak właściwie nazywa się liwska impreza – to rozrywka nie tylko (choć głównie) dla motocyklistów. Kolejne edycje zlotu są odwiedzane niekiedy przez całe rodziny. W przyjaznej atmosferze (to zapewne jedna z bezpieczniejszych imprez na Mazowszu), w aurze gościnności można wziąć udział w rozmaitych konkursach, wysłuchać koncertów. Jak piszą organizatorzy: „w programie przewidujemy zawsze mnóstwo atrakcji. Między innymi: koncerty, rajdy, parady, przeróżne pokazy, mnóstwo konkurencji sprawnościowych z wartościowymi nagrodami i wiele, wiele innych. Staramy się zapewnić dobrą zabawę, oraz urozmaicić każdy kolejny zlot, żeby wszyscy uczestnicy wyjechali w pełni usatysfakcjonowani i powrócili do nas za rok”. Niewątpliwą atrakcją jest też parada z pochodniami jadąca z Liwa do Węgrowa. Impreza sprawdzona autopsyjnie i godna polecenia.
 
Zabytki Liwa. Kościół parafialny pod wezwaniem św. Leonarda Opata, zbudowany został w latach 1905- 1909 według projektu znanego już nam Józefa Piusa Dziekońskiego. Niegdyś w miejscu tym stała drewniana kaplica, o której wspominają dokumenty z 1493 r. W 1657 r. podzieliła los innych budowli w mieście i padła ofiarą szwedzkiej destrukcji. W 1760 r. wybudowano tu  nowy drewniany kościół, który w 1918 r. przeniesiono do Kątów. Neogotycki kościół projektu Dziekońskiego, ufundowany został przez dziedzica Trzebuczy, Stanisława Brogowicza. Wewnątrz ulokowano część elementów z wyposażenia poprzedniej świątyni: dwa ołtarze z XVIII w. i  marmurowa chrzcielnica z herbem Ślepowron z 1646 roku. Przed kościołem stoi figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z początku XX wieku, wzorowana na tzw. „Pięknych Madonnach gotyckich”.
 
Ciekawym elementem podkreślającym historię jest kapliczka św. Marka postawiona w 1838 r. na miejscu (spalonego przez Szwedów) kościoła i szpitala św. Ducha z 1535 r., nad rzeczką Miedzianką, rozgraniczającą niegdyś Liw Stary i Liw Nowy. Zwróćmy tez uwagę na teren dawnego rynku – niegdyś stanowiącego centrum każdego miasta. Pierwotnie miał kształt wydłużonego trapezu, obecnie zabudowany jest w znacznej części przez przedszkole i parking. Bruk jednak pamięta jeszcze szwedzką nawałnicę z XVII w. Z uwagi na to, że Liw miał tzw. „prawo miecza”, co oznaczało iż miejscowy sąd mógł orzekać i wykonywać karę śmierci, na rynku stała szubienica; utrzymywano również miejskiego kata. Kata – dodajmy – którym niechętnie się dzielono z innymi miastami. „Kata nie damy, bo trzymamy go dla wygody naszych mieszkańców!” – pisano w odmowie.
 

Jartypory
– niewielka wieś (ok. 1000 mieszkańców) położona w gminie Liw, pośród gęstych lasów, nieco ospała, a jednak fascynująca. Z jednej strony wykopaliska archeologiczne ukazują nam najdawniejszą przeszłość osadniczą, z drugiej zaś pięknie zachowany dworek – nieco już bliższą obecność rodu Kuczyńskich i Ostrowskich. 
Wykopaliska ukazały pozostałości wielkiego cmentarzyska użytkowanego przez ludność, którą można utożsamiać z germańskim plemieniem Gotów, znanym z antycznych źródeł pisanych. Ich blisko dwustuletnia obecność na tych terenach pozostawiła mnogie ślady, które wypływają na światło dzienne dzięki pracom archeologów. Cmentarzysko w Jartyporach można uznać za najważniejsze obecnie eksplorowane stanowisko archeologiczne na Mazowszu i Podlasiu. 
W wieku XX Jartypory były własnością rodziny Ostrowskich herbu Rawicz i stanowiły część dóbr korczewskich. Od 1712 r. Korczew należał do Wiktoryna Kuczyńskiego kasztelana podlaskiego, posła na sejm Grodzieński zwanego „królem Podlasia”, to dzięki niemu powstał tam monumentalny pałac wg projektu Konciniego Bueni, który rychło zyskał miano siedleckiego Wilanowa, a potem perły Podlasia. Kuczyński mając doskonały zmysł gospodarski oraz sprzyjające warunki systematycznie powiększał swe dobra. Pozostając w rękach rodziny Ostrowskich, potem ze względu na mariaż – Kuczyńskich, majątek dotrwał szczęśliwie do II wojny światowej. Jego ogrom i rozmach opisywała Renata Ostrowska w swoich wspomnieniach Mój dom: „Ogółem było około 20 tysięcy hektarów ziemi ornej, lasów, stawów i łąk obejmujących przede wszystkim klucz korczewski, w skład którego wchodziły poza Korczewem  folwarki: Bartków, Joanki, Józefin i Czaple. W samym Korczewie był tartak, młyn, mleczarnia, obora (jedna z głównych hodowli »białogrzbietek« w Polsce, stajnie cugowe i folwarczne (stadnina i remonty), rybołówstwo, hodowla srebrnych lisów i wytwórnia serów. Pozostałe folwarki obejmowały również stajnie, obory i chlewnie z tym, że w Bartokowie była jeszcze gorzelnia. W odległości 7 km były duże obszary leśne Drażniewa, a dalej w kierunku łosic majątek Woźniki – rybołówstwo, gorzelnia i folwark Ludwinówka. Główne tereny leśne z tartakiem to był Miednik i Międzyleś w okolicy Stoczka Węgrowskiego. W skład całości wchodził również administrowany przez Bunię klucz Jartypory z folwarkami Miedzna, Butlerów i Warchoły w pobliżu Węgrowa. Sama nazwa Jartypory wywoływała zawsze radość wśród dzieci - powtarzających do znudzenia: »selery, pory, Jartypory«!”. Klucz Jartypory obejmował także sporą gorzelnię, której fragmenty dość dobrze się zachowały (były też użytkowane przez PGR). Pozostał także drewniany dworek postawiony w połowie XIX w., pełniący od kilkudziesięciu lat funkcję szkoły. Dziś jest po kapitalnym remoncie, zatem z pozostałościami parku i alei wejściowej stanowi miłe dla zwiedzającego miejsce. Nie ma tu charakterystycznego dla rodów magnackich rozmachu, ale w połączeniu z widokami krajobrazowymi, pejzażami stanowi jedno z bardziej urokliwych miejsc na naszej trasie. Sam dworek i wspominane stanowiska archeologiczne położone są niezbyt daleko od siebie. Za punkt informacji turystycznej można obrać sympatycznego starszego pana zajmującego służbowe mieszkanie w szkole. 
 
Starawieś. Na przyjętej przez nas trasie przez dwa powiaty – sokołowski i węgrowski, wiele jest odnowionych dworów, kilka pałaców, lecz dwa przytłaczają swym pięknem i atrakcyjnością: Patrykozy i Starawieś. Ten drugi poraża również dziejami swoimi i zamieszkujących go rodów.
Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z 1473 roku, gdy wymieniana jest jako Jakimowice – własność Stanisława Kossowskiego z Kossowa, przedstawiciela rodu który poznaliśmy już częściowo przy okazji Kosowa Lackiego. W XVI wieku zyskała nazwę Starawieś, którą w od XIX wieku pisano rozdzielnie, jako „Stara Wieś” (w 2003 r. powrócono do dawnej nierozłącznej pisowni), pojawia się także nazwa Krasny Dwór. Właściciele miejscowości pokrywają się właściwie z kolejnymi właścicielami Węgrowa. Zatem mamy wśród nich najpierw Kiszków, potem Radziwiłłów, Krasińskich, Świdzińskich, Ossolińskich i Jezierskich, następnie zaś, niezależnie od koligacji z Węgrowem - Golicynów, Krasińskich, Gerliczów i ponownie (od 1912 r.) Radziwiłłów.
 
W czasie okupacji cały majątek został zajęty przez Niemców, a po wojnie znacjonalizowany. Władze PRL charakteryzujące się nader dobrym gustem i smakiem oraz poszanowaniem dla historii urządziły w pałacu szkołę, magazyn Gminnej Spółdzielni oraz ośrodek kolonijny dla dzieci. Brak właściwej konserwacji doprowadził do stanu daleko posuniętej dewastacji. Dopiero w latach 70. XX wieku w zabudowaniach pałacowych przeprowadzono gruntowne prace renowacyjne, a sam obiekt przekazano Narodowemu Bankowi Polskiemu na cele reprezentacyjne. Sięgnijmy do początków budowli.
 
Najstarsza wzmianka o niej pochodzi z epoki baroku, z 1619 r., kiedy właścicielem majętności węgrowskiej był Janusz Radziwiłł, kasztelan wileński. Jakiś pałac był wtedy jednym z elementów założenia dworskiego, obok drewnianego dworku oraz łaźni, kuchni, oficyny, a także folwarku. Biorąc pod uwagę, że posiadłość była usytuowana na granicy Podlasia i Korony, miała charakter obronny, toteż otoczona była wzmocnioną basztami palisadą oraz zachowaną do dziś fosą. Od początku pałac był murowany, trzykondygnacyjny, z wieżą i umieszczonym na niej zegarem. Piętro zajmowane przez książęcą parę miało charakter reprezentacyjny, zdobione było polichromiami i galeriami obrazów. Pałac był kilkakrotnie remontowany, modernizowany i gruntownie przebudowywany. Największe zmiany zaszły w XIX w. W latach czterdziestych, książę Sergiusz Golicyn, polecił rozebrać narożne alkierze, dostawić portyk, wieżę i taras, co wpisywało pałac w modny ówcześnie nurt neogotyku angielskiego (vide Patrykozy). Elewacja frontowa została ozdobiona herbami rodowymi Golicynów i Jezierskich na maswerkowym tle oraz herbami kolejnych rezydentów Starejwsi. W elewacji bocznej znalazł się wykusz, a po obu stronach pałacu zbudowano dwie neogotyckie oficyny. Wtedy też dokonano wtórnej adaptacji drzewostanu i reorganizacji parku, kosztem likwidacji jego fortyfikacyjnego charakteru. Zabiegi te ukończono w 1843 r. 15 lat później przeprowadzono modernizację pałacowych wnętrz. Do powtórnego zaprojektowania ich zatrudniono niezwykle czynnego na Podlasiu Bolesława Podczaszyńskiego, absolwenta wydziału architektury paryskiej École des Beaux-Arts. Nie naruszył on dawnego podziału wnętrz, ale wprowadził dekoracje nawiązujące bezpośrednio do wnętrz starych angielskich pałaców doby elżbietańskiej. Całość przybrała więc charakter zamczyska rodem z XIX-wiecznej powieści gotyckiej. 
 
Peregrynując po obszernej gminie liwskiej warto zajechać także do – niegdyś gminnego – Wyszkowa nad Liwcem. Wejdźmy do pięknego barokowego kościoła parafialnego p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego z 1788 r. Z tego samego roku pochodzą dwie wieże dzwonnice. Zapewne z tego samego okresu (a na pewno z XVIII w.) są dwie kostnice położone na cmentarzu przykościelnym.